Każdego roku na rynek pracy zostaje wypuszczonych ok. 1 tyś
absolwentów zdrowia publicznego. Szacuje się, że tylko niewielka ilość osób
będzie pracować w zawodzie. Co będzie ze mną? Będę kolejnym absolwentem wyższej
uczelni na "bezrobotnym"? Wierzę, że uda mi się coś osiągnąć w tym
kierunku - dlatego właśnie będę opisywać moje dostrzeżenia na temat ochrony
zdrowia pod kątem "edukatora" ( pewna pani doktor nauk medycznych tak
nas określa).
Co sprawia, że na Zachodzie popyt na specjalistów zdrowia
publicznego jest tak wysoki? Może przewaga prywatnej służby zdrowia (np. w USA), czy większa wiedza na temat
propagowania prozdrowotnego i odpowiedniego trybu życia? (Wielka Brytania) -
oczywiście rozważam pod kątem polityki społecznej i zdrowotnej państwa.
Dość słaba wiedza na temat tego zawodu, ogranicza nas na
rynku pracy. Pracodawca zapytany, kto to jest specjalista zdrowia publicznego
odpowiada:"- lekarz?". Nie
dziwię się, że takie sytuacje mają miejsce. Często słyszę pytanie typu:- Co
można po tym robić? Zapewne wiele, ale mój zawód nie jest "prawomocnie
uregulowany" tzn. nie ma żadnej ustawy ( rzekomo jest już napisana, ale
nie weszła jeszcze w życie i mało nas obejmuje zasięgiem. Mówiąc
"nas" mam na myśli absolwentów ZP). W kolejnych postach będę
przybliżać zakres zdrowia publicznego, a także inne zagadnienia związane z
rynkiem zdrowia.
W kontekście wyboru kierunku - nie żałuję. Żałuje
natomiast bezradności państwa co do specjalistów zdrowia publicznego, ponieważ
tam gdzie powinni być - to ich nie ma. Może dzięki naszej wiedzy i praktyce
przysłowiowe "kolejki do okienka" w instytucjach państwowych
dotyczących zdrowotnych i społecznych spraw pacjenta byłyby mniejsze?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz