niedziela, 30 listopada 2014

2. Andrzejkowy dzień.:)

Andrzejkowe wróżby minęły pomyślnie. Uśmiech na twarzy był moim częstym gościem. Nie tylko ze względu na miłą atmosferę, ale na fakt że po raz pierwszy od dawna mogłam się zrelaksować :).

Właśnie jestem w fazie pisania powiedzmy piątego "wypracowania". Każdy miał być esejem, ale nie da się być stronniczą osobą podczas opisywania testamentu życia czy problemu eutanazji i aborcji... Nie mogę się wypowiadać na te tematy, ponieważ mam mętlik w głowie. Ale to szczegół.


Problem tkwi w moim planie zajęć, ponieważ istnieje w nim prawo medyczne, a pewien materiał jest już oczywisty. Zadaję sobie pytanie: - dlaczego zamiast uczyć nas czegoś nowego, to cały czas  uczą np. regułki zdrowia wg. WHO czy o problemie narkomanii. Rozumiem, że to jest ważne i to są studia, ale trochę innowacyjności mogłoby się przydać, np. poprze wprowadzenie konkretnych praktyk i zakup książek do biblioteki, które stricte związane są ze zdrowiem publicznym. 

Ps. Życzę wszyskiego co najlepsze i spełnienia wszelkich marzeń dla wszystkich Andrzejów, a także urodzonych w dzisiejszym dniu:).

Pozdrawiam,
Charikloo

sobota, 29 listopada 2014

1. Obraz rzeczywistości

   Każdego roku na rynek pracy zostaje wypuszczonych ok. 1 tyś absolwentów zdrowia publicznego. Szacuje się, że tylko niewielka ilość osób będzie pracować w zawodzie. Co będzie ze mną? Będę kolejnym absolwentem wyższej uczelni na "bezrobotnym"? Wierzę, że uda mi się coś osiągnąć w tym kierunku - dlatego właśnie będę opisywać moje dostrzeżenia na temat ochrony zdrowia pod kątem "edukatora" ( pewna pani doktor nauk medycznych tak nas określa).

   Co sprawia, że na Zachodzie popyt na specjalistów zdrowia publicznego jest tak wysoki? Może przewaga prywatnej służby zdrowia (np.  w USA), czy większa wiedza na temat propagowania prozdrowotnego i odpowiedniego trybu życia? (Wielka Brytania) - oczywiście rozważam pod kątem polityki społecznej i zdrowotnej państwa.

   Dość słaba wiedza na temat tego zawodu, ogranicza nas na rynku pracy. Pracodawca zapytany, kto to jest specjalista zdrowia publicznego odpowiada:"- lekarz?".  Nie dziwię się, że takie sytuacje mają miejsce. Często słyszę pytanie typu:- Co można po tym robić? Zapewne wiele, ale mój zawód nie jest "prawomocnie uregulowany" tzn. nie ma żadnej ustawy ( rzekomo jest już napisana, ale nie weszła jeszcze w życie i mało nas obejmuje zasięgiem. Mówiąc "nas" mam na myśli absolwentów ZP). W kolejnych postach będę przybliżać zakres zdrowia publicznego, a także inne zagadnienia związane z rynkiem zdrowia.

  W kontekście wyboru kierunku - nie żałuję. Żałuje natomiast bezradności państwa co do specjalistów zdrowia publicznego, ponieważ tam gdzie powinni być - to ich nie ma. Może dzięki naszej wiedzy i praktyce przysłowiowe "kolejki do okienka" w instytucjach państwowych dotyczących zdrowotnych i społecznych spraw pacjenta byłyby mniejsze?